Komentarz rynkowy UNIQA TFI 12.02.2026
Takich danych nie widzieliśmy od lutego 2014 roku! W styczniu do funduszy akcji polskich napłynęło aż 620,5 mln PLN nowych środków – wynika z najnowszego raportu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami oraz Analiz Online. To już kolejny miesiąc z rzędu, w którym obserwujemy dodatnie saldo. Warto podkreślić, że łączne napływy do funduszy w styczniu wyniosły 924 mln PLN, z czego aż 67% trafiło właśnie do funduszy akcji polskich. Pozostałe 304 mln PLN stanowiły napływy do funduszy akcji zagranicznych.

Napływy wyraźnie przyspieszyły od września. Po miesiącach odpływów – od lutego do sierpnia – sytuacja odwróciła się, a kapitał ponownie zaczął płynąć na rynek akcyjny. Od września obserwujemy już wyłącznie dodatnie saldo, a miesięczne napływy wyniosły kolejno: 22 mln PLN, 261 mln PLN, 315 mln PLN, 638 mln PLN, by ostatecznie w styczniu sięgnąć 924 mln PLN.
Napływy do funduszy akcji polskich niewątpliwie cieszą. Inwestorzy w końcu zaczynają dostrzegać potencjał krajowego rynku. Ten nowy kapitał może realnie wspierać dalszy rozwój i płynność rodzimego parkietu.
Trzeba jednak pamiętać, że GPW ma za sobą wyjątkowo mocny okres. Tylko w ubiegłym roku indeksy WIG, WIG20, mWIG40 i sWIG80 wzrosły odpowiednio o 47%, 45%, 33% i 24%. Co istotne – w dużej mierze były to wzrosty, których inwestorzy indywidualni nie antycypowali. Mimo świetnych wyników rynku szersze zainteresowanie pojawia się dopiero teraz. Teraz, po blisko 50‑procentowych zwyżkach. W zaledwie 12 miesięcy…
Czy w takim otoczeniu powinniśmy podchodzić do danych z rezerwą? Z jednej strony coraz szersza hossa naturalnie zapala u doświadczonych inwestorów lampkę ostrzegawczą. W końcu, gdy o akcjach zaczynają mówić osoby, które – generalizując – na co dzień niewiele mają wspólnego z rynkiem kapitałowym (taksówkarz, fryzjer, znajomy z siłowni), to sygnał, że temperatura rośnie. Sentyment staje się niebezpiecznie rozgrzany.
W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej nowych inwestorów, którzy – czytając kolejne artykuły o spektakularnych wynikach GPW i spółkach rosnących po kilkaset procent – chcą w końcu „dołączyć do gry”. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby rzeczywiście mówili o rozsądnym, długoterminowym inwestowaniu. Jednak słowo „gra” nie pojawia się tu przypadkowo.
Problem w tym, że często nie chodzi tu o inwestowanie, lecz o krótkoterminową spekulację opartą na wątpliwych analizach technicznych czy – co gorsza – na poradach influencerów finansowych o bardzo różnym poziomie kompetencji. Niestety, dla wielu początkujących pierwszym instrumentem finansowym staje się CFD na złoto albo – jeszcze bardziej „na czasie” – CFD na srebro. Mechanika tych instrumentów sprawia, że pierwsza „złota” czy „srebrna” inwestycja może bardzo szybko zamienić się w bolesną lekcję. A to nie sprzyja budowaniu zdrowej kultury inwestycyjnej, której tak bardzo potrzebujemy.
Wracając do sedna: napływy do polskich akcji są pozytywnym sygnałem. Choć hossa jest już w zaawansowanej fazie, wiele wskazuje na to, że to może nie być jej koniec. Prognozy dla polskiej giełdy na 2026 rok pozostają umiarkowanie optymistyczne. Ożywienie cyklu inwestycyjnego w Polsce i UE, spadające stopy procentowe oraz wciąż atrakcyjne wyceny tworzą solidne fundamenty pod dalszy wzrost. Jednocześnie warto zachować rozsądek. Oczekiwanie powtórki spektakularnych wyników z 2025 roku może okazać się zgubne. 65% na złocie? 50% na srebrze? Rok 2025 mocno rozochocił inwestorów.
Autor: Mateusz Myśliwiec, analityk rynku funduszy inwestycyjnych w UNIQA TFI.